Praca zdalna a dzieci w domu

Odkąd rozpoczęłam pracę zdalną jako wirtualna asystentka, stałam się członkiem kilku grup, przeznaczonych dla freelancerów. Głównym celem takich grup jest wymiana doświadczeń, nawiązywanie kontaktów oraz wzajemne porady pomiędzy uczestnikami dyskusji. Dość częstą problematyką poruszaną przez grupowiczów jest kwestia pogodzenia obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem. Czy i w jaki sposób można godzić pracę z wychowaniem dziecka? Jak zorganizować obowiązki domowe, aby nie zaniedbać ani dziecka ani klientów? Jako matka trójki dzieci, zdalnie wspierająca klientów w ich działaniach, chętnie dzielę się swoimi spostrzeżeniami, zachęcając jednocześnie do wypróbowania podobnego modelu pracy…

 

 

Kluczem do sprawnego pogodzenia obowiązków zawodowych i macierzyńskich jest 

odpowiednia organizacja.

  1. Proste, często mechaniczne czynności staram się wykonywać wtedy gdy dzieci są zajęte zabawą. Siedzimy koło siebie na dywanie – dzieciaki z puzzlami, ja z laptopem – każdy pogrążony we własnej „zabawie”. Natomiast obowiązki wymagające absolutnego skupienia wykonuję wtedy, gdy dzieci śpią albo są pod opieką innego członka rodziny. Zaletą tego rozwiązania jest fakt, że do maksimum wykorzystuję czas drzemki dzieci, przeznaczając go na wykonanie tych obowiązków, których nie da rady wykonać przy bawiących się dzieciach.
  2. Stałym miejscem mojego służbowego laptopa jest… komoda na korytarzu. Dlaczego? Ponieważ jest to centralny punkt domu, z którego widzę każde pomieszczenie. Dzięki takiemu rozwiązaniu zawsze gdy potrzebuję wykonać krótką pracę przy komputerze, mam dzieci na oku, a one pozostają w tym miejscu, w którym się bawią (zamiast szukać po całym domu mamy, która nagle zniknęła, zapominając jednocześnie o porzuconych chwilę wcześniej klockach czy lalkach).
  3. Moim najlepszym przyjacielem jest słuchawka bluetooth! Swoim klientom zapewniam dostępność pod telefonem, jednak przy dzieciach bywa różnie i czasem mogę do telefonu nie dobiec na czas, nie mieć wolnej ręki aby go odebrać lub zwyczajnie go nie usłyszeć. Nie lubię natomiast oddzwaniać po czasie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że klient mógł dzwonić z jakimś pilnym zadaniem. Dlatego pierwszym moim firmowym zakupem była właśnie słuchawka bluetooth, która daje mi dwie wolne ręce, możliwość odłożenia telefonu na półkę i gwarancję, że usłyszę dzwoniącego klienta.
  4. Najważniejszą cechą, jaką rozwijam u dzieci jest samodzielność. Gdy najstarsza córka poszła do przedszkola, wielokrotnie słyszałam zachwyty dotyczące jej samodzielności. Była to wielka pochwała nie tylko dla córki, ale również dla mnie, bo wiem, że to dzięki mojemu uporowi i ciężkiej pracy udaje się osiągnąć takie efekty. Efekty, które bardzo szybko przydały mi się w życiu zawodowym. Dzięki temu, że moje -małe jeszcze – dzieci potrafią się samodzielnie ubrać, najeść czy posprzątać po skończonej zabawie, ja codziennie zyskuję wiele cennych minut. A łącząc życie zawodowe z wychowaniem dzieci, każda taka zaoszczędzona minuta jest na wagę złota…
  5. Dużo planuję. Każdy dzień wygląda u nas podobnie, a jednak inaczej. Są codzienne rytuały, są również nietypowe zlecenia czy sprawy do załatwienia, dlatego zawsze szczegółowo planuję nie tylko następny dzień, ale i kolejne 3-4 dni. Wszystko po to, aby nie dać się zaskoczyć nieprzewidzianym obrotem wydarzeń. Co więcej, zawsze staram się mieć plan B, z którego nieraz musiałam już korzystać np. w przypadku chorych dzieci.
  6. Korzystam z pomocy. Każdej! Jestem głęboko wdzięczna gdy pojawi się babcia, ciocia, wujek, którzy zaproponują dzieciom spacer czy pobawią się z nimi w drugim pokoju, dzięki czemu ja zyskuję trochę dodatkowego czasu.
  7. Synchronizuję dzieci. Odkąd urodziła się druga córka, zawsze dążę do tego, aby drzemki dzieci przypadały o tej samej godzinie. Dzieciaki kładą się spać razem, a w domu zapada cisza: tylko laptop, herbata i ja 🙂
  8. 7-dniowy tydzień i 15-godzinny dzień pracy. Przerażająca perspektywa? Niekoniecznie. Po prostu nie mając sztywnego grafiku pracy, sama ustalam kiedy siadam do komputera. Nie widzę specjalnej różnicy między środą a sobotą, tłumaczenia chętnie wykonuję wieczorami, a posty na Facebooka zdarza mi się planować w nocy lub skoro świt. W domu obowiązuje też znany wszystkim harmonogram dnia: o 20, po kąpielach, kolacji i myciu zębów, dzieciaki spędzają czas w swoich pokojach, główną opiekę sprawuje Tata, a ja spędzam wieczór przy pracy.
  9. Mierzę siły na zamiary! Bywają dni, kiedy widzę kilka wręcz stworzonych dla mnie ogłoszeń. Niejednokrotnie korci mnie, aby na nie odpowiedzieć, zdobyć kolejnego klienta, rozwijać skrzydła, ale… No właśnie – ALE! Ale doba ma tylko 24 godziny, a dzieciaki całe mnóstwo swoich potrzeb. Dlatego biorę dokładnie tyle zleceń, ile jestem w stanie wykonać najlepiej jak tylko potrafię i – co najważniejsze – w wyznaczonym terminie. Tej zasady trzymam się od samego początku, dzięki czemu nie ucierpią ani niezadowoleni klienci, ani odstawione na boczny tor dzieci. A czas na pełne rozwinięcie skrzydeł przyjdzie już niedługo… 😉
Udostępnij!
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inline
Inline